Poza tym, że wizualnie chcieliśmy nadać naszym pitbullom charakteru Hannibala Lectera, postanowiliśmy też, że musimy wyposażyć nasze wiejskie burki w to paskudztwo, bo chcemy częściej zabierać je na miejskie wycieczki z dodatkowymi atrakcjami takimi jak przejazdy komunikacją miejską. No wiecie - trochę fun-u, trochę socjalizacji z tłumem... - coś nowego dla psa z "prowincji".
Baj de łej: w tych kagańcach na pewno socjalizacja będzie. Jednostronna będzie. Już żaden przechodzień/pasażer nie pokocha Holki ani Białego Misia :( .
Tymczasem...
W "Milczeniu owieczek" występują:
Holka (psychopatyczne border koli, które zje ci mózg gdy tylko zaśniesz. No chyba, że będzie miało założony kaganiec...Wtedy wyssie przez słomkę.) -__-
Tofika może nawet ktoś pokocha - wygląda w tym wyjątkowo żałośnie...
Jeśli chodzi o wygodę (moją) ideałem byłby oczywiście kaganiec nylonowy - mały, płaski, mieści się nawet w kieszeni. Jednak wiedząc, że zakładanie czegoś takiego psu na pysk (zwłaszcza gdy jest ciepło i ten musi chłodzić się ziajaniem) było by zbrodnią - kupiliśmy największe z możliwych... ekhmm....NIE: kupiliśmy najwygodniejsze z możliwych - czyli fizjologiczne (marki Chopo). A, że są przy okazji wielkości łba samego psa...
Dodatkowo panienka H ma chyba dość nietypową paszczę, bo z trudem wybrany najlepszy z możliwych rozmiarów/typów i tak jest na jej twarz nieco za długi.Ważne, że nie za krótki.
Generalnie, taki typ kagańca jest... hmmm: przestrzenny i umożliwia swobodne ziajanie, oblizywanie się itd. Jak na coś tak paskudnego, jest dla psa (i dla mnie) możliwie akceptowalny.
Trwa więc nauka i przyzwyczajanie burków do kontaktu z "tym czymś".
Oswajam je przez zachęcanie do samodzielnego wkładania pyska do środka, celem dosięgnięcia smakołyku jaki im tam podtykam. Oba załapały od razu. Ćwicząc, chętnie wyżarły z kagańca niczym z miski znaczną część zapasów sera i parówek. Bez problemu mogę też zapiąć na psiej pacynce pasek mocujący kaganiec. Na razie tyle sukcesów.
Dalej nie jest już tak słodko :) - odpowiednio:
Holek w kagańcu sztywnieje i zapomina, że jest w stanie chodzić (wygląda jakby jakiś bajkowy czarodziej zmienił ją w słup soli).
Toffi chwilę zachowuje się normalnie, po to by za moment zacząć ściągać kaganiec łapkami. (przynajmniej jest w stanie w nim chodzić :> )
Powoli, powoli - przemordujemy i to. :o)
.
.
.
.
.
Dobranoc...
...niech Wam się przyśni głodne zemsty border koli czekające nieruchomo przy waszym łóżku aż wyciągniecie spod pierzyny kawałek stopy... O_O
wtorek, 7 stycznia 2014
środa, 1 stycznia 2014
Zaległości (wersja "winter")
Powinnam chyba zacząć numerować te zaległościowe odcinki. Przyznaję się bez bicia, że mnie - tak jak i wielu blogowiczów dotknęła przypadłość związana z niemożnością robienia choćby w miarę regularnych wpisów. Pragnąc teraz nadrobić te zaległości należałoby podzielić ten wpis na kilka mniejszych... - ale nie - tym razem będzie ten jeden.
Cóż takiego wydarzyło się pod naszą blogową nieobecność?
...
Święta, Święta...
Tegoroczny okres świąteczny upłynął u mnie pod znakiem choinkowej bombki. Po tym jak wrzuciłam na swój FB profil pomalowaną przez siebie bombkę (ryjek Tofika) okazało się, że wiele osób również chciało by mieć taką z podobizną swojego zwierzaka/-ów (gł. psów). No i zaczęło się... Do samych świąt powstało... wiele bambasków z podobiznami najróżniejszych psów oraz jednego kota i szynszyla. :)
To tylko część z nich:
Przed Świętami poszła plota, że...
Holek niepotrzebnie się zmartwił, bo dla niej taka rózga byłaby równie trafionym prezentem... ;)
PS tak - dostały prezenty (patrz obrazek niżej).
(link do dużej wersji: https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/859179_10202100017895498_2037312386_o.jpg )
...
Zima?...
Po jesieni przyszła zima. Cokolwiek neiśmiało. Ba! - mam wrażenie, że wciąż się waha - przyjść czy może sypnąć śniegiem w Egipcie?...
Why not?
W tym sezonie w PL, zima jest tylko w kalendarzu. Kwitną stokrotki, temperatura skakała ostatnio ponad 10'C, Holka choć już całkiem przyzwoicie zarosła po letnim linieniu - teraz znów zaczęła się sypać (za ciepło?... O_o)
Zimy nie ma.
No nie ma co się oszukiwać.
Jak zresztą uwierzyć w to, że jest - gdy przeglądając zdjęcia z 2013r trafiasz na zaśnieżone fotki z czasu... Wielkanocy?
...
Fylm
Cały czas mam w głowie nakręcenie misiowego filmu - i ubzdurałam sobie, ze zrobię go w scenerii zimowej (jakby ktoś nie pamiętał co to znaczy, podpowiadam: śnieg, lód, szron i takie tam). No i co? Puki co - miś po ostatnim trymowaniu znów zaczyna zarastać na tyle, ze zaczyna przypominac misia polarnego zamiast wystawowego championa-russella i nawet jeśli śnieg w końcu spadnie, będę musiała ponownie się za niego zabrać.
...
Jutro będzie futro (głównie na dywanie)
Panna H na zimę zarosła (j.w.) i jeszcze w grudniu - biorąc sobie za wzór świerk wykonujący robotę świątecznego drzewka przy kaloryferze - już pięknie się sypie. Trzeba było coś na to poradzić. Jako, że doskonały furminator doskonale radzi sobie jedynie z podszerstkiem, a grzebień z gumką okazał się nieskuteczny, do zdjęcia z psa sypiącej się okrywówki (za radą dobrych fejsbukowych cioć) zanabyliśmy gęsty trymer hakowy. Ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Szybciutko udało się wyczesać z panny H drugiego psa. Holek nienawidzi tego trymera równie mocno jak furminatora. ;o)
...
Spacerki
Przez listopadową szaro-burość chciało by się powiedzieć, że nasze wyjścia na spacerki są cholernie nudne. Jednak nic z tych rzeczy. Ostatnio o uśmiech na twarzy zadbała jedna z pań starszych (niezawodna część klasycznego systemu monitorującego osiedle) - z bloku obok - która jak tylko wyszłam z klatki nie wytrzymała i zapytała:
- te oba psy to pani są?
Ja nieco zdziwiona (w końcu jako świetnie działąjący monitoring widziała mnie i W-u nie raz z psami):
- tak - oba moje
- i łone oba w jednym mieszkaniu z panią żyjo?
Ja z uśmiechem:
- tak - oba... :)
Nie chcąc wdawać się w niepotrzebne dyskusje z panią, której jak nie raz widziałam wiele rzeczy przeszkadza - wykorzystałam ciszę jaka zapanowała po mojej odpowiedzi i po prostu, po chamsku sobie poszłam. ;)
No w głowie się nie mieści! Jak to w bloku można żyć z dwoma sierściuchami-darmozjadami - gdzie łone budę mają? W przedpokoju? ;)
Bogu dzięki, że sąsiadów w klatce mam normalnych.
...
Tofi będzie tatą!
Tak! Po raz drugi przyjechała na randkę Nefri. Tym razem wraz z właścicielką suczki mamy nadzieję na szczęśliwy poród i trzymamy kciuki za liczną gromadkę białych terrorystów. :)
...
2h zimy
Żeby nie było - wykorzystałam jakieś 2h istnienia zimowej scenerii która przytrafiła się nam przedwczoraj. Po gęstej nocnej mgle, rano pojawiła się na krótko zjawiskowa szadź.
- coś pięknego! - pomyślałam i biegiem zawróciłam do domu po aparat. Potem jeszcze raz zawróciłam - po kartę do aparatu...
Cóż takiego wydarzyło się pod naszą blogową nieobecność?
...
Święta, Święta...
Tegoroczny okres świąteczny upłynął u mnie pod znakiem choinkowej bombki. Po tym jak wrzuciłam na swój FB profil pomalowaną przez siebie bombkę (ryjek Tofika) okazało się, że wiele osób również chciało by mieć taką z podobizną swojego zwierzaka/-ów (gł. psów). No i zaczęło się... Do samych świąt powstało... wiele bambasków z podobiznami najróżniejszych psów oraz jednego kota i szynszyla. :)
To tylko część z nich:
Przed Świętami poszła plota, że...
Holek niepotrzebnie się zmartwił, bo dla niej taka rózga byłaby równie trafionym prezentem... ;)
PS tak - dostały prezenty (patrz obrazek niżej).
(link do dużej wersji: https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/859179_10202100017895498_2037312386_o.jpg )
...
Zima?...
Po jesieni przyszła zima. Cokolwiek neiśmiało. Ba! - mam wrażenie, że wciąż się waha - przyjść czy może sypnąć śniegiem w Egipcie?...
Why not?
W tym sezonie w PL, zima jest tylko w kalendarzu. Kwitną stokrotki, temperatura skakała ostatnio ponad 10'C, Holka choć już całkiem przyzwoicie zarosła po letnim linieniu - teraz znów zaczęła się sypać (za ciepło?... O_o)
Zimy nie ma.
No nie ma co się oszukiwać.
Jak zresztą uwierzyć w to, że jest - gdy przeglądając zdjęcia z 2013r trafiasz na zaśnieżone fotki z czasu... Wielkanocy?
...
Fylm
Cały czas mam w głowie nakręcenie misiowego filmu - i ubzdurałam sobie, ze zrobię go w scenerii zimowej (jakby ktoś nie pamiętał co to znaczy, podpowiadam: śnieg, lód, szron i takie tam). No i co? Puki co - miś po ostatnim trymowaniu znów zaczyna zarastać na tyle, ze zaczyna przypominac misia polarnego zamiast wystawowego championa-russella i nawet jeśli śnieg w końcu spadnie, będę musiała ponownie się za niego zabrać.
...
Jutro będzie futro (głównie na dywanie)
Panna H na zimę zarosła (j.w.) i jeszcze w grudniu - biorąc sobie za wzór świerk wykonujący robotę świątecznego drzewka przy kaloryferze - już pięknie się sypie. Trzeba było coś na to poradzić. Jako, że doskonały furminator doskonale radzi sobie jedynie z podszerstkiem, a grzebień z gumką okazał się nieskuteczny, do zdjęcia z psa sypiącej się okrywówki (za radą dobrych fejsbukowych cioć) zanabyliśmy gęsty trymer hakowy. Ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Szybciutko udało się wyczesać z panny H drugiego psa. Holek nienawidzi tego trymera równie mocno jak furminatora. ;o)
...
Spacerki
Przez listopadową szaro-burość chciało by się powiedzieć, że nasze wyjścia na spacerki są cholernie nudne. Jednak nic z tych rzeczy. Ostatnio o uśmiech na twarzy zadbała jedna z pań starszych (niezawodna część klasycznego systemu monitorującego osiedle) - z bloku obok - która jak tylko wyszłam z klatki nie wytrzymała i zapytała:
- te oba psy to pani są?
Ja nieco zdziwiona (w końcu jako świetnie działąjący monitoring widziała mnie i W-u nie raz z psami):
- tak - oba moje
- i łone oba w jednym mieszkaniu z panią żyjo?
Ja z uśmiechem:
- tak - oba... :)
Nie chcąc wdawać się w niepotrzebne dyskusje z panią, której jak nie raz widziałam wiele rzeczy przeszkadza - wykorzystałam ciszę jaka zapanowała po mojej odpowiedzi i po prostu, po chamsku sobie poszłam. ;)
No w głowie się nie mieści! Jak to w bloku można żyć z dwoma sierściuchami-darmozjadami - gdzie łone budę mają? W przedpokoju? ;)
Bogu dzięki, że sąsiadów w klatce mam normalnych.
...
Tofi będzie tatą!
Tak! Po raz drugi przyjechała na randkę Nefri. Tym razem wraz z właścicielką suczki mamy nadzieję na szczęśliwy poród i trzymamy kciuki za liczną gromadkę białych terrorystów. :)
...
2h zimy
Żeby nie było - wykorzystałam jakieś 2h istnienia zimowej scenerii która przytrafiła się nam przedwczoraj. Po gęstej nocnej mgle, rano pojawiła się na krótko zjawiskowa szadź.
- coś pięknego! - pomyślałam i biegiem zawróciłam do domu po aparat. Potem jeszcze raz zawróciłam - po kartę do aparatu...
środa, 30 października 2013
Nadejszła jesień
...a wraz z nią plucha, szarość i pustka w sercach...
Nic podobnego!
Tegoroczna jesień jest wyjątkowo piękna - słoneczna i ciepła.
Aż chce się posiedzieć w domu i zmontować cały ten materiał zbierany od...chwila (muszę się zastanowić) - od maja. Tak - mniej więcej od maja wytrwale kręciłam, filmowałam, a nawet kamerowałam!
Na pierwszy ogień - jako temat mojej filmowej "tfórczości" poszła Holka. Film miał powstać z okazji ukończenia Holcynego roku. Jednak biorąc pod uwagę, że pleśniak urodziny obchodził w marcu - nieco nam się termin premiery przesunął...
Ale udało się - i jest - mój i Holkowy debiut filmowy. (te częstochowskie naleciałości)
Gratisowo dorzucam kilka jesiennych zdjeć mojej kudłatej menażerii.
Nic podobnego!
Tegoroczna jesień jest wyjątkowo piękna - słoneczna i ciepła.
Aż chce się posiedzieć w domu i zmontować cały ten materiał zbierany od...chwila (muszę się zastanowić) - od maja. Tak - mniej więcej od maja wytrwale kręciłam, filmowałam, a nawet kamerowałam!
Na pierwszy ogień - jako temat mojej filmowej "tfórczości" poszła Holka. Film miał powstać z okazji ukończenia Holcynego roku. Jednak biorąc pod uwagę, że pleśniak urodziny obchodził w marcu - nieco nam się termin premiery przesunął...
Ale udało się - i jest - mój i Holkowy debiut filmowy. (te częstochowskie naleciałości)
Zachęcam... nie! WYMAGAM oglądania w jakości HD i na pełnym ekranie.
Gratisowo dorzucam kilka jesiennych zdjeć mojej kudłatej menażerii.
Aha... pewnie niektórzy zauważą, ze zmienił się znaczek jaki umieszczam na moich fotografiach. To dlatego, że zmieniło się moje nazwisko. :-)
foto Olga Baca
piątek, 26 lipca 2013
Powrót do żywych
Po ok. miesięcznej, przymusowej przerwie od wszelkich ponadprogramowych aktywności (typu skakanie i inne takie) powoli wracamy z Holkiem do normalnego życia.
Dotąd poza wspólnym, swobodnym popylaniem z Tofikiem na spacerach (i to pod koniec "urlopu") jej jedyną aktywnością były boiskowe sesyjki z elementów posłuszeństwa - jakieś tam dostawianie, dreptanie przy nodze, zostawanie itd.. W środę za to wybrałyśmy się znów na Kajowy plac zabaw - czyt.: pięknie skoszona, duuża i płaska połać trawki idealna do ćwiczenia z frisbee oraz pięknie zakomarzone - choć z równie ładną trawką - poletko z przeszkodami do agility.
W zasadzie od początku byłyśmy z Holkiem nastawione na frisbee - i tutaj nic się nie zmieniło - planujemy rozwijać zabawę z deklami - na miarę naszych możliwości - to dyscyplina w której bardzo się zakochałam. Do agility od początku podchodzimy "lekko". Ciężko było by podchodzić... "ciężko" i na całkiem poważnie - bo mieszkając w blokach, trudno o własny tor do agi dla częstych i regularnych treningów. Puki co więc, ma to być dla mnie i suczy czysty "fun", przyczynek do budowania kolejnych relacji, nauki porozumienia, nauki samej w sobie.
Bawimy się zatem doskonale - bez "spinki" i uwierających sportowych gaci. ;)
Jest dobre towarzystwo, świetna atmosfera i warunki. Dzięki inicjatywie Kaji dzięki której spotykamy się na jej terenie żeby potrenować to i owo - mieszkanie w blokach przestaje być przeszkodą. :)
...
Wiem jedno - po każdym naszym treningu mam wielki niedosyt. Nie mówiąc już o wielkim spleśniałym niedosycie Holki. Mam też wyrzuty sumienia, że tak mało z suczą w tym kierunku (agi) robimy. Bo ona może dużo! - mówię to ja - zakochana w swoim piesku (w obu :) - choć tu traktuję o jednym) właścicielka. Tyle ile mogłam już zobaczyć biegając z Holką po torku - mówi mi, że zardzewiała pleśń ma potencjał. Jej nieprawdopodobnie sprawnie działający motor w tyłku i prędkości jakie dzięki niemu osiąga na torku przyprawiają mnie - kompletną amatorkę - o zawrót głowy.
Na dziś nie jestem w stanie za nią nadążyć...
Puki co, to ona nadrabia nasze wspólne agi-nieogarnięcie ogromnym zapałem do pracy. Napalony potworek w chwilach mojej bezczynności/rozmowy przeskakuje przez hopki od tak, z własnej woli - pytając po tym wzrokiem - "to co, jedziemy dalej z tym koksem?" :)
foto by Kaja Chudalewska
PS Warunki są tak dobre, że przydało by nam się w "Kamironie" jeszcze kilka
nowych psio-ludzkich twarzy chętnych do aktywnego spędzania czasu,
nauki i zabawy z psem na świeżym powietrzu. Jak wiadomo w kupie raźniej
(kupy nikt nie ruszy ]:-> ). Może niebawem znajdzie się w tym świętym
mieście (i okolicach) kilku śmiałków gotowych dołączyć do nas wraz ze
swoimi psami?
Kilka fotek z ostatniego spotkania. (Wookie, Flawka, Gia)
+ kilka rzutów deklem w wykonaniu Kaji + Gia i Flawka - specjalnie dla fotoreportera. ;)
wtorek, 25 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
Holek-bez
Uff - gorące dni za nami. Gorące w podwójnym znaczeniu. :)
Po pierwsze upał - dał się nam (a zwłaszcza psom) w kość, po drugie - 20-go Holek spotkał się ze skalpelem i pomyślnie przeszedł rozstanie z macicą.
Po pierwsze upał - dał się nam (a zwłaszcza psom) w kość, po drugie - 20-go Holek spotkał się ze skalpelem i pomyślnie przeszedł rozstanie z macicą.
Od zabiegu minęło kilka dni. Tuż po zabiegu wyglądała na nieco "zmieszaną" całą tą dziwną sytuacją ("urwanym filmem" - narkoza, pobudką pod jakąś lampą, na stole - ale merdała ogonem).
Dziś pleśń czuje się dobrze - na dowód czego od wczoraj z wielką upierdliwością wciska domownikom do rąk piłeczkę. Bawić za bardzo jeszcze się nie może... Biedny bołdeł. Jak żyć? :D
Trwa więc borderowy urlop, lato w pełni, sexi-blue-kubraczek podkreślający talię i kolor futra - bossko. ;)
Dziś pleśń czuje się dobrze - na dowód czego od wczoraj z wielką upierdliwością wciska domownikom do rąk piłeczkę. Bawić za bardzo jeszcze się nie może... Biedny bołdeł. Jak żyć? :D
Trwa więc borderowy urlop, lato w pełni, sexi-blue-kubraczek podkreślający talię i kolor futra - bossko. ;)
Jako fotograf od serca i z pasji - nie mogłam powstrzymać się przed wykonaniem małego foto reportażu.
Aby zobaczyć całość - odsyłam na innego mojego bloga (foto). >>> KLIK!
PS. jeśli komuś robi się słabo już na widok pobieranej krwi - może lepiej niech sobie odpuści - ja w swojej łaskawości i tak pominęłam fotki z wyciętą macicą leżącą na stole... ;o) )
Sesja odbyła się dzięki uprzejmości lekarzy operujących moją sucz - za co bardzo im dziękuję!
środa, 5 czerwca 2013
Pokolenie "DAJ!"
"Ponieważ zdjęcia może zrobić każdy, ludzie rzadko kiedy zdają sobie sprawę, ile pracy kosztuje zrobienie dobrego zdjęcia."
A. G. Belt
...
Ostatnio pewien zbieg okoliczności spowodował, ze wzięło mnie na przemyślenia nt. fotografowania, projektowania graf., malowania... itd. - szeroko pojętej twórczości w kontekście wynagrodzenia za taką pracę.
A. G. Belt
...
Ostatnio pewien zbieg okoliczności spowodował, ze wzięło mnie na przemyślenia nt. fotografowania, projektowania graf., malowania... itd. - szeroko pojętej twórczości w kontekście wynagrodzenia za taką pracę.
Otóż jednego dnia trafiłam najpierw
na całkiem sympatyczną animację traktującą o pracy grafika [ang.]:
Równie dobrze osobę grafika można
by tam zastąpić fotografem czy innym twórcą.
Tego samego dnia
przeczytałam na Twarzoksiażce wpis osoby bardzo zbulwersowanej faktem
konieczności zapłacenia fotografowi za jego pracę.
Przychodzi fotograf do baby...
... i proponuje jej zdjęcia z jej psem i jej osobą (za jakąś tam kasę). Baba oburzona... Dlaczego?
Być może pojęcie freelancingu jest światowi kynologicznemu (w PL) obce - śpieszę z wyjaśnieniami, że nie jest to ogólnie w fotografii nic dziwnego, ani tym bardziej coś złego gdy taki działający na własną rękę (nie na czyjeś zlecenie) fotograf po wydarzeniu jakie obfotografował proponuje następnie osobom/redakcjom/firmom potencjalnie zainteresowanym zakup zdjęć jego autorstwa. Zdjęcia się nie podobają? Za drogo dla nas? Można fotografowi po prostu podziękować...
Przymusu kupowania przecież nie ma. Ale tu jest inaczej - jest święte oburzenie - bo zdjęcia chciało by się mieć - tyle, że ZA DARMO.
Przychodzi fotograf do baby...
... i proponuje jej zdjęcia z jej psem i jej osobą (za jakąś tam kasę). Baba oburzona... Dlaczego?
Być może pojęcie freelancingu jest światowi kynologicznemu (w PL) obce - śpieszę z wyjaśnieniami, że nie jest to ogólnie w fotografii nic dziwnego, ani tym bardziej coś złego gdy taki działający na własną rękę (nie na czyjeś zlecenie) fotograf po wydarzeniu jakie obfotografował proponuje następnie osobom/redakcjom/firmom potencjalnie zainteresowanym zakup zdjęć jego autorstwa. Zdjęcia się nie podobają? Za drogo dla nas? Można fotografowi po prostu podziękować...
Przymusu kupowania przecież nie ma. Ale tu jest inaczej - jest święte oburzenie - bo zdjęcia chciało by się mieć - tyle, że ZA DARMO.
...
W tym przypadku wątek ociera
się o pasję: psy.
Wśród psiarzy jest wielu dobrych fotografów którzy
wykonując zdjęcia np. na zawodach czy wystawach czerpią z tej pracy również przyjemność. Stąd wielu ludzi (w tym autor
wspomnianej wypowiedzi) wychodzi z założenia, że przecież nie
dość, że pstryka zdjęcia i ma z tego „fun” – to jeszcze chce
za to jakieś pieniądze?! Szok! Szok podwójny, bo dotąd udostępniał fotki za darmo - a teraz w d.pie mu się poprzewracało - kasy mu się zachciewa.
Ja się wobec tego zapytuję...
Ile razy zdarzyło się Wam ostatnio,
otrzymać za darmo jakąś usługę?
(pomijając miłe gesty od
znajomych dla znajomych)
- Poproście weta o darmowe badanie/oględziny czy zabieg dla wszego psa/kota (pomijam nawet cenę użytych w miarę potrzeby lekarstw, opatrunków itp. - niech darmo będzie samo badanie/oględziny)
- Lekarza (prywatnie) o darmową wizytę - tak taką jak zwykle: trwającą 5-10 min i kończącą się co najwyżej wypisaniem recepty.
- Prawnika o poradę prawną.
- Groomera o nieodpłatne odpicowanie psa na wystawę. (na pewno lubi to co robi - niech zapycha za darmo!)
- Czy wizażystka zrobiła by dla Was za darmo makijaż? (przecież to z reguły jest jej pasja – zatem musi sprawiać jej ta praca przyjemność)
Przykłady można mnożyć w
nieskończoność.
Skoro naturalnym dla każdego jest fakt, że żaden z wymienionych nie wykonuje swoich usług za darmo – to dlaczego niektórzy oczekują (i uznają za zupełnie naturalne), że otrzymają
za darmo zdjęcia czy, że grafik zaprojektuje im np. logo nieodpłatnie lub za przysłowiowe piwo? Pomijam pewne sytuacje, gdzie fotograf/grafik itd. postanawia zrobić coś dla kogoś za darmo - tak oczywiście bywa, ale wynika to z wolnej woli i decyzji takiego twórcy. Podobnie wet może zrobić nam przysługę i tym razem przebadać naszego zwierzaka nieodpłatnie (to nie znaczy przecież, że odtąd będzie robił tak zawsze).
Skąd bierze się przeświadczenie ocierające się o „oczywistą oczywistość”, że fotograf to pasjonat-idiota który za swój cel życiowy uznaje pracę za free?
Czy pieniądze spadają mu z nieba - ew. wyrastają w doniczkach na jego oknie?
A może fotograf/grafik/malarz żyje tą swoją twórczością (jak zakochani miłością) i w ogóle nie potrzebuje pieniędzy – ani na jedzenie, ubranie ani na nowy sprzęt (bo zwłaszcza współczesne aparaty nie są wieczne)?
Nawet zakładając, że mamy do
czynienia z fotografem (grafikiem, malarzem itd..) który nie para
się stricte zawodowo tą sztuką i regularnie zarabia w innym
zawodzie – ale „po godzinach” robi fotografię/projektuje/maluje na profesjonalnym poziomie – dlaczego miałby wyrzec się wynagrodzenia za
swoją pracę i talent? (jasne, może to zrobić - ale czy musi?)
Coś o robieniu fotografii...
To, że na pierwszy rzut oka robienie
(DOBRYCH) zdjęć wydaje się być dla wielu przysłowiową „pestką”
(„wystarczy mieć drogi aparat”) - to nie znaczy, że tak jest w
istocie.
Rozumiem, że czasy Smieny, Zenitha i
ciemni w łazience dawno się skończyły (tak wiem – nie dla
wszystkich ;) ) i nastała era zaje.istych „samo-cuda-tworzących”
„luszczanek” i Photoshopa (odpowiednik dawnej ciemni) ale...
Przy dzisiejszej dostępności dość
zaawansowanych foto-zabawek w przyzwoitych cenach świat jakoś nie
ocieka dobrymi fotografami.
Jak mówi stare chińskie przysłowie:
„Na nic sprzętu kupa, gdy fotograf d.pa.”.
Jest za to mnóstwo przeciętności – zwykłych
pstryków przyzwoitej jakości. Ich przyzwoitość wynika jedynie z faktu ww.
dostępności dobrej jakości aparatów (gł. lustrzanek), które
używane w ustawieniu na tryb „Auto” wypluwają
poprawne technicznie obrazki.
Jednak między zdjęciem poprawnym
technicznie, a zdjęciem dobrym (na wielu poziomach),
łapiącym za oko – jest „drobna” różnica.
Ilu z oburzonych zastanawiało się
kiedyś nad tym ile czasu i pracy poświęca taki fotograf po samej
sesji? Nic nie dzieje się samo.
Sam - nawet najcudowniejszy sprzęt
„cukierka” nie wyprodukuje.
(przykładowe fotki przed i po obróbce)
(przykładowe fotki przed i po obróbce)
1.
2.
Dobre zdjęcie (pomijając kwestie gustu - ilu fotografów, tyle stylów obróbki) jest efektem pracy –
tej nad konkretną fotografią oraz efektem często wieloletniej
pracy jaką włożył twórca w naukę takiej obróbki – tak od
technicznej jak i estetycznej strony.
Proces
Proces
Ktoś pakuje do samochodu (nie dostał
go za darmo) torbę ze sprzętem (nie tanim), po drodze zajeżdża na
stację paliw (nie chcą nalać do baku za free - buu :( ) i jedzie na
na psie zawody/wystawę itp.. Gdzieś tam jeszcze nocuje (jeśli nie we własnym
aucie – to też musi wydać te prę zł). Robi kilkadziesiąt... OK
– kilkaset zdjęć, wraca do domu, zrzuca wszystko na dysk – i
się zaczyna... Selekcja, obróbka (komputer, oprogramowanie –
zakładam, że nie zajumał z torrenta...). Czas spędzony nad
doprowadzaniem każdego kadru do stanu w którym na jego widok
ucieszy się nie tylko osoba widoczna na zdjęciu (z powodu, że się
tam rozpoznała).
I już! Cieszące oko fotograficzne cukierki gotowe. Oczywiście mnóstwo satysfakcji dla fotografa – jeśli udało się osiągnąć zamierzony efekt. :)
To jasne, że chciało by się mieć TAKIE zdjęcie – tylko czemu ten pajac z aparatem chce za to jakiekolwiek pieniądze?...
I już! Cieszące oko fotograficzne cukierki gotowe. Oczywiście mnóstwo satysfakcji dla fotografa – jeśli udało się osiągnąć zamierzony efekt. :)
To jasne, że chciało by się mieć TAKIE zdjęcie – tylko czemu ten pajac z aparatem chce za to jakiekolwiek pieniądze?...
Podsumowując:
Jest w tym całym zamieszaniu pewna
prawda. Realia otaczającego nas świata przyzwyczaiły wielu do tego, że ciągle coś dostają
„za darmo”. To oczywiście (przeważnie) pic na wodę, mydlenie
oczu. Przykładem niech będą znane ostatnio z ogłoszeń darmowe
rasowe pieski (tylko smycz albo pchłę za tysiaka trzeba kupić - a piesek gratis...).
Nie ważne, że to fikcja - piesek nie jest za darmo, nie jest też rasowy - ale przyzwyczajenie do wszędobylskich haseł „otrzymasz za free!”, "gratis" - zrobiło swoje.
Nie ważne, że to fikcja - piesek nie jest za darmo, nie jest też rasowy - ale przyzwyczajenie do wszędobylskich haseł „otrzymasz za free!”, "gratis" - zrobiło swoje.
Pokolenie DAJ.
Pozostawiam temat do przemyślenia.
PS j.w.: nie wykluczam akcji robienia zdjęć czy proj. graf. dla kogoś
za darmo lub prawie darmo. To miło zostać sfotografowanym i dostać od kogoś takie zdjęcia w prezencie - nie przeczę - sama nie raz otrzymałam taki miły prezent. W pewnych przypadkach i okolicznościach fotograf z własnej woli może zrezygnować z wynagrodzenia za swoją pracę - jak każdy inny... Jednak nie można traktować takiej sytuacji jako normy i obowiązku - tu dla fotografującego (udostępnianie za darmo po wsze czasy). Także to, że dotąd fotografował i rozdawał zdjęcia za free, nie oznacza, że teraz ma obowiązek robić tak już zawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































