poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Friiiiiiiiiiii...

Co my na co dzień ze sobą robimy? (w sensie - ja i psy ;)) Ano poza sztuczkowaniem w domu, bezcelowym włóczeniu się po okolicy, chodzimy też na pobliskie trawiaste boisko gdzie nie bacząc na litościwe miny przechodniów i okolicznych amatorów tanich trunków bawimy się frisbee.
Właściwie należało by zacząć od początku - szlifujemy podstawy - ja z Wojtkiem rzuty (wtedy bez psów) i ja z psami (z każdym z osobna) rzeczy takie jak aport. No i właśnie... aport jako rzecz śniąca mi się po nocach.
U Holki umiejętność wrodzona - pilnowana teraz przeze mnie żeby nie uległa - powiedzmy - "degradacji". ;-) Ale puki co jest pięknie - bez zarzutu! Mamy mnóstwo zabawy - szarpania, uciekania (ja przed nią - ona z talerzykiem za mną), gonienia i przynoszenia...
U Tofika - występuje za to wrodzony anty-aport. Absolutnie doskonały: anty-aport. :/
Oczywiście bywają lepsze dni - np. kilka dni temu pięknie przybiegał z chwyconym dyskiem - chwila szarpanka - znów rzut albo roller i znów wracał - bajka! Niestety codzienność wygląda inaczej. Młode białe jak przystało na terriera zamiast myśleć o tym żeby talerzyk złapać, i od razu przynieść (bo przecież prawdziwa zabawa jest w łapaniu/gonieniu lub szarpanku z człowiekiem) preferuje inny wariant: pochwycenie w wyskoku pięknej urody dysku i spie.dalanie z nim w siną dal...

Photobucket


Oczywiście nikt wtedy za nim nie goni - płaczemy tam gdzie staliśmy. o_O
Na nic słodkie wołanie-Tofcianie, ciamkanie, cmokanie, gwizdanie, uciekanie w inną stronę (i tak nie patrzy...) i nie-używaine komendy "chodź, chodź!"...

Jak już wszyscy obecni (czyli przeważnie ja) widzą, że Tofik ma dysk (kilka radosnych rund wokół boiska) - idzie sobie spokojnie na bok - nie zwracając uwagi na mnie i to co wyczyniam, żeby tylko chciał do mnie z tym dyskiem przyleźć - i konsumuje zdobycz ostentacyjnie - na widoku ale z dala: poza moim zasięgiem. :-/

Nie mam pojęcia na czym rzecz polega - biorąc pod uwagę, że inne przedmioty aportuje praktycznie bez zająknięcia (głównie piłeczkę ale także patyki, szyszki itp.). Jak to jest, że po piłkę można latać i z nią wracać entą ilość razy - a z frisbee trzeba uciekać?...

Szarpiemy się - dużo - i wydajemy przy tym dożo dziwnych dźwięków - wydaje się, że zabawę młody ma z tego przednią. Jednak w momencie gdy puszczam dysk (żeby młody poczuł, że jest taaaki zaje.isty i właśnie udało mu się dysk mi wyrwać) - ten zamiast po chwili kontynuować zabawę ze mną, ucieka... (dalej dzieje się to co opisałam wyżej) Jak w takiej sytuacji mam się z nim bawić w szarpanie-oddawanie?(no chyba, że w "szarpanie - oddawanie" -- za godzinę-jak już z łaski wymamlany dysk przyniesie)

Pomyślałam, że może to być kwestia specyficznego traktowania frisbee z naszej (ludzkiej) strony. To znaczy, że piłkę Tofik ma w domu na codzień i praktycznie na każdym spacerze. Jak ktoś rzuci, a on nie przyniese - to trudno! - zajmujemy sie rozmową. Nikt Tofika też nie błaga żeby z tą piką przyszedł - nie to nie! I efekt jest taki, że choćby pan Tofi zaczynał ze zmęczenia oddychać drugą częścią swojego białego, muskularnego ciałka - to po piłkę pobiegnie i z nią wróci! (w 99%)
Tymczasem dysk jako nie nadający się do samotnej zabawy dla psa - Toff dostaje tylko na te krótkie chwile ćwiczeń - i tak bardzo chce go mieć (posiąść!), że nie ma mowy o oddaniu go mi po tym jak go złapie. Zbyt duży "raryt" - że tak to ujmę... :)

Nie wiem już sama - może poświęcić jeden talerzyk i pozwolić mu się na nim wyżyć do woli, aż sam stwierdzi, że to na dłuższą metę nudne i lepiej pobawić się z człowiekiem? Dać mu dysk - i niech go zamorduje, przeżuje i niech mu ten okrągły kawałek plastiku mamlany w samotności wyjdzie przysłowiowym bokiem? (tak jak myślę stało się z piłką)


I pomyśleć, że taki jeden aport psuje nam wszystko. Inne Toficze cechy i umiejętności - sprężynki w łapach, skoki nad nogą, odbicia od ciała, slalom i ósemki między nogami, obroty, turlanie, wskakiwanie na plecy - wszystko to na nic, bo po jednym elemencie zakończonym złapaniem dysku następuje wspomniana ucieczka ze zdobyczą w pysku - i nici z dalszej zabawy... :(

Eny propozyszyn?


..........................................................................

Na ukojenie nerwów (żeby nie powiedzieć "białej gorączki" ;)) kilka fotek pani H:

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket


2 komentarze:

Psie Wędrówki pisze...

zastanawiam się od czego zacząć (poza kupieniem dysku), żeby nauczyć psa łapania freesbe ;)

AgaPe pisze...

Zacząć należy od szarpania się z psiakiem dyskiem (dlatego najlepiej od razu kupić więcej niż jeden, bo zwł. na początku dyski szybko się niszczą - albo kupić choć jeden odporny na gryzienie . Zabawa w szarpanie/przeciąganie jest po to, żeby pies zrozumiał, że ten kawałek plastiku w Twoich rękach to bardzo fajna zabawka. Po chwili zabawy z przeciąganiem (i puszczaniem - na zmianę - dawaj psu często wygrywać - to b. ważne :)) robisz pierwsze rzuty - tzw. rollery (frisbee toczy sie po ziemi - tak jak na zdjęciach z Holką). Pies który po zabawie w szarpanie polubił dyski, chętnie za nim pobiegnie i złapie - wtedy wołać, krzyczeć, uciekać w inną stronę - i robić wszystko, żeby psiak chętnie do nas z dyskiem wrócił. :) A swoją drogą - jak kupisz dysk - i zanim zaczniesz rzucać psu - koniecznie weź kogoś do pary i pouczcie się rzucać bez psa.
Dużo super przydatnych informacji oraz filmik gdzie dowiesz się jakie są rodzaje rzutów w dog frisbee, od czego zacząc itd. jest tu (polecam!):

Motywowanie psa:

http://www.latajacepsy.pl/psie-sporty/motywujemy-psa

cz 1

http://www.latajacepsy.pl/psie-sporty/dogfrisbee-krok-po-kroku-czesc-1

cz 2

http://www.latajacepsy.pl/psie-sporty/dogfrisbee-krok-po-kroku-czesc-2

;)