niedziela, 31 stycznia 2016

wpis-do(bloga)roczny

Jako, że moje postanowienie regularnego zamieszczania postów jak zwykle poszło się paść, znów przyszło mi robić podsumowanie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że nie było mnie tutaj ponad rok! O_o

2015
Więc, była sobie zima.

W styczniu misiu w ramach noworocznych postanowień (moich ;)) nieco z siebie zrzucił...


Jeśli zima jest zimą - to można nawet jakoś ten czas przetrwać.




Z przetrwaniem zimy niektórzy radzą sobie...naturalnie. :)
Wizyta w stajni zawsze obfituje w moc wrażeń. Prawdziwy raj - również dla kubków smakowych...


Można te dla rozgrzewki pogonić za czymś większym niż kaczka.


W tak zwanym międzyczasie (między zimą, a wiosną) obfotografowałam stadko uroczych, chrapiących buldogów. :) 
PS nie miałam pojęcia, że są to tak aktywne psiaki!






Po zimie w końcu musi nadejść wiosna. ♥‿♥
Wreszcie miałam okazję osobiście napawać się widokiem doliny kościeliskiej rozkwitającej krokusami. Sceneria wprost bajkowa!





Lato przyniosło falę niemiłosiernego gorąca i falkę zawodów. :)
Po raz pierwszy wzięliśmy udział w zawodach agility. Dla lepszego zaistnienia jako team na zawodach (oraz dla lepszego samopoczucia ;)) wystąpiliśmy pod szyldem "Róż się!". Powstało logo i w pełni spersonalizowane koszulki. Różowe - oczywiście.


Tym razem pojechała tylko Holka. Tofik ze względu na uczucia jakie żywi do swojego białego kolegi Ozziego (ze wzajemnością °‿‿° ) z którym miałby podróżować na owe zawody - musiał niestety zostać w domu.
W październiku Pan T się odkuł i zaliczył swój agilitkowy debiut. Holka była nawet na podium. :)

...

Frisbeee! 
Bez sukcesów - ale jak zwykle na wesoło. :)

PS rzucając prosto (kto mnie zna - ten wie jaki to wyczyn ^^ ) - dorzucałam na 3 strefę!  

ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ


ooooooooooo makarenaa!

Zawodowo:

fot. T. Mońko

fot. T. Mońko

fot. A. Łapińska

fot. A. Łapińska

fot. T. Mońko

Obowiązek psiej ciotki spełniony. Wszystkie kudłate wymiziane.

fot. T. Mońko

Popyskować nie zaszkodzi. :)

fot. T. Mońko


Ze słowackiego Dog Fest-u wspomnienia mam głównie takie:

foto by W-u

Całe szczęście że organizator pomyślał o zainstalowaniu zraszaczy.

Holek był zachwycony! ♥                    ;)



37'C, cały dzień na patelni okrążając namiot w pogoni za skrawkiem cienia. Ale daliśmy radę, kamizelka chłodząca dla Holki też.


:)
foto by W-u

Pamiątkowa fota polskiej ekipy :)

fot. A. Matłosz-Swieboda

Październikowe zawody w Opolu zakończyły sezon 2015. 
Tam pogodowo dla odmiany była totalna kraina lodu, szczękania zębami i pizgającego zimnem wiatru. 
Dodam tylko, że Organizator czynnie morsuje - więc...
 #teoriaspiskowa 

foto by W-u
...

Dzięki zawodom mieliśmy okazję poznania nie tylko świetnych ludzi ale i psią rodzinę Holki. :)

foto by W-u

foto by W-u
...

Poza tym wykorzystując sprzyjającą aurę (ą-ę) szlajaliśmy się z psami tu i ówdzie.

Często w towarzystwie.




Bardzo doborowym. (❀◦‿◦)





Jesień poza wspomnianymi gdzieś wyżej zawodami agility (z których nie posiadam ani jednego zdjęcia) nie przyniosła żadnych zdarzeń związanych z psami wartych opisania. Ani żadnych zdjęć godnych pokazania.

Jedno co pośrednio wiąże się z psowatymi - z możliwością trenowania np. - to fakt, że szczęśliwie zmieniłam pracę i pełna zapału czekam na kolejny sezon pełen frisbee i spędzania czasu z psami na powietrzu, w pięknych okolicznościach przyrody. :3 

Acha - długie jesienne wieczory sowodowały, ze Holik doczekał się portretu. :)

...

Po jesieni znów nastała zima.
Przed Świętami w ekspresowym tempie skleciłam kalendarz. Teraz nie umkną mi żadne istotne wydarzenia a każdy miesiąc ilustrować będzie jedno zdjęcie z 2015r. :)

...

Znów obiecałam sobie, regularniejsze wpisy na blogu. Postaram się. :) 
Trzymajcie za mnie kciuki!







niedziela, 28 września 2014

sie dziao...


Po raz któryś-tam w historii tego bloga preparuję wpis wielowątkowo-wielozadaniowy. :)

Tofik - rakieta i szmato-motywator
Czyli o zajęciu przez Pana T zacnego II miejsca w zawodach Top Speed Dog w Tarnowskich Górach (kategoria S-mall). :o)


Tofik robiąc to co w życiu wychodzi mu najlepiej (czyli popierdzielając) - wywalczył II lokatę na Tarnowskiej edycji TSP. Podium Białego Miś(trz)a zawdzięczamy m.in. kilku szybkim treningom i pomysłowi Kaji na zamianę motywatora w postaci piłeczki na szmato-motywator - czyli... szmatę. 

Atmosfera była równie gorąca co warunki pogodowe tego dnia. Takie szczęście, że udało nam się zająć skrawek trawy pod jednym z nielicznych w miejscu zawodów drzew - inaczej wszystkich nas zbieraliby tam z udarem cieplnym. 

Oto jak spisywał się szmato-motywator w użyciu:



Należy wspomnieć udział Holki. Holisław załapał się do pierwszej 10. :o)


Biegły też znajome twarze (oczywiście z parówkami :> )


No i tak... :)


4 października w Warszawie odbędzie się finał Top Speed Dog - wybieramy się tam - więc trzymajcie kciuki! ;)

Holek i RTG
Ponieważ przyszedł czas kiedy nasze spleśniałe dziecko fizycznie już dojrzało (celowo nie piszę o psychice :>) - wybraliśmy się na prześwietlenie Holikowych bioder i łokci.
Było to drugie takie badanie w życiu Holika - pierwsze w wieku ok. 6mies wyszło bardzo ładnie - i tym razem zdjecia pokazały, że nasz bołdeł stawy ma śliczne. Cytując lekarza: książkowe. :)


Wielkie uff - możemy trenować z czystym sumieniem. :)

Korzystając z okazji, że gabinet ów posiadał na stanie świetnego okulistę - przebadaliśmy Toficze oka - i tu dobra wiadomość: paczałki Pana T - bez zarzutu. Kolejne uff! Będzie mógł dalej radośnie popierdzielać... na oślep... ;)

niedziela, 22 czerwca 2014

Czasem słońce, czasem deszcz

Jednym słowem Poznańskie DCDC 2014. :o)
Ponieważ branie udziału w zawodach wiąże się nieodłącznie z całodzienynym przebywaniem w plenerze - nie sposób nie wspomnieć o pogodzie. :)
A pogoda była... zmienna. Nadchodzący w falach z dużą regularnością deszcz (momentami "deszcz" to mało powiedziane), a po nim wypalające cebulki włosowe na udach słońce. Dobrze, że mieliśmy naszą "psią budkę" - mały namiocik z kochanego Decatlona w której schowaliśmy wszystkie nasze rzeczy chroniąc je skutecznie przed całkowitym przemoknięciem. Rzeczy się zmieściły - ludzie nie. I tu z pomocą przyszli nam mili sąsiedzi - którzy udostępnili nam swój duży namiot jako schronienie przed padającą z nieba wodą. Swoją drogą momentami lało tak mocno, że ów namiot w końcu zaczął przeciekać i również pod nim lało się nam na głowy - tyle że nieco mniej niż lało by się bez namiotu... Takie mniejsze zło.
W końcu przestawało padać - ale nim wyszło słońce zimno powodowało że wyglądałam tak (poza tym, ja jestem wyjątkowym zmarzluchem):



I tak koczując (najważniejsze, że w dobrym towarzystwie :)) niczym w obozie dla uchodźców ze świętego miasta ;) w końcu doczekałam się swojej kolejki na start (25 miejsce na liście startowej).
Najpierw freestyle. No cóż... Nasz poznański freestyle poszedł zdecydowanie gorzej niż ten z Wrocławia. My mieliśmy gorszy dzień, padał deszcz, a dodatkowo nasza konkurencja pięknie pokazała co potrafi (uszanowanko). Tym to sposobem wylądowałyśmy w głębokiej d.... 
...drugiej połowie listy. ;o) 
Oczywiście Toss nie mógł w naszym przypadku niczego zmienić. :D Wyszedł tylko nieco lepiej niż we Wro - całe 8pkt. Jednak zdecydowanie zbyt słabo by można było liczyć na jakikolwiek sensowny awans na liście. Ostatecznie wynik z free nieco gorszy niż we Wrocławiu + trochę lepszy toss (ale wciąż dużo za słaby)+ mocna konkurencja no i oczywiście niesprzyjające warunki pogodowe (oczywiście!) - zrobiły swoje. ;)
Mimo gorszego wyniku wyjazd i udział w zawodach uznaję za udany. To o co nam chodziło - czyli obycie się (mnie i psa) z taką imprezą - zaliczone. Zajęcie nie-ostatniego miejsca również na plus. :) A dzięki świetnemu towarzystwu, wspólne całodzienne koczowanie na poznańskiej Cytadeli było czasem wyjątkowo miło spędzonym.

Na ten rok koniec z udziałem w zawodach - skupiamy się na ćwiczeniach ludzkich, psich i psio-ludzkich, zaliczymy też jeszcze jedno seminarium (z Paulą Gumińską) tak by w przyszłym sezonie pokazać się z dużo lepszej strony. :o)

Poniżej kilka fotek z naszego występu (za które jak zwykle WIELKIE dzięki fotografom!).

foto by Wu

foto A. Wiatr

A gdyby komuś mało było wody... :)
Dogdiving:


PS Mały bonus z Wrocławia:

niedziela, 1 czerwca 2014

dramat w 90 sekundowym akcie

Czyli nasz pierwszy w życiu konkurs DCDC.
Po całkiem przyjemnym debiucie w Opolu, pełni nadziei (na to że nie wylądujemy na ostatnim miejscu ;o)) pojechaliśmy na nasz pierwszy konkurs na tak dużych zawodach - DCDC we Wrocławiu.
Pobudka o 3:30 po to by być na miejscu ok 7:00. Samochód Kaji po raz kolejny okazał się być na tyle pojemnym by pomieścić wszystkie nasze bagaże - duży namiot, klatki/kontenery dla psów, torby, siatki i brytfankę pełną babeczek (kto po babeczkę się nie zgłosił - jego strata!) - oraz naszą trójkę i 3 bordery. Do ostatniego dnia wszyscy drżeliśmy o dobrą pogodę - żeby nie lało, żeby nie wiało... Pogoda okazała się łaskawa i uraczyła nas we Wrocławiu pięknym słoneczkiem i lekkim ciepełkiem.
Namiot okazał się strzałem w dziesiątkę...
...jak już udało się go rozłożyć. :-)



Kilka formalności - rejestracja, podrzucenie CD z muzyką, sprawdzenie psiego paszportu i chipa - i byliśmy gotowi do pierwszej konkurencji - freestyle.

Freestyle poszedł nam całkiem nie najgorzej - po tej rundzie zajęliśmy 6 miejsce z 26 startujących teamów! Można powiedzieć, że gdy doszłam do siebie po zejściu z pola - pękałam z dumy i szczęścia. :)
Pełne zaangażowanie Holka, 3 niezłapane dyski na 26 wyrzuconych (zdaję sobie sprawę, ze wiele z nich - delikatnie mówiąc - było daleko od ideału) - mam wspaniałego psa! ♥







foto by W-u ♥




foto by Bogna Jasińska

Do drugiej część naszej konkurencji (toss&fetch) mieliśmy jeszcze całe mnóstwo czasu - miała odbyć się dopiero późniejszym popołudniem. Zrobiliśmy sobie więc szybki para-obiadowy wypad na miasto, a po powrocie był czas na małą rozgrzewkę i rzucanie. O ile do południa rzucanie na odległość szło mi całkiem znośnie (jak na moje marne możliwości - dyski latały ładnie, prosto i w większości z dużą precyzją i powtarzalnością trafiały do celu (czyt. ukochanego W-u który cały dzień dzielnie mi towarzyszył :)) - to w popołudniowej "turze" rozgrzewkowej coś się zepsuło... Całkiem się zepsuło.
Zepsuła mi się ręka i zepsuła głowa. Ręka nie dość że nie przejawiała jakichkolwiek oznak porozumienia z mózgiem, to na dodatek odezwała się w niej kontuzja nabyta kilka dni wcześniej. Nie byłam w stanie jakkolwiek rzucać. :( Dobre rady dobrych ludzi (dziękuję!) niestety nie pomogły. Dyski latały gdzie bądź, nie dolatując nawet do 2 strefy... Dramat. Moja psychika została doszczętnie zaorana. Wyszłam na pole startowe kompletnie nie wierząc w swoje siły, na nogach "z gumy" i z bolącym ramieniem, a przede wszystkim z ręką której bezwładu nie rozumiem i nie jestem w stanie opisać słowami... Jakbym zamiast tej ręki miała najtańszą protezę z NFZ-u, nad którą dopiero uczę się panować. Ten kto widział mój występ w tossie - najlepiej niech zapomni.
Teraz pozostaje mi jedno: gdy tylko fizyczna część mojego niedomagania dojdzie do siebie (puki co, nie specjalnie jestem w stanie zmieniać biegi w samochodzie), ponownie biorę się do pracy. Nie to, żebym przed Wrocławiem nie pracowałam nad swoimi rzutami. Z czystym sumieniem i za potwierdzeniem W-u mogę powiedzieć, że od wiosny - a w ciągu ost. 2 miesięcy - dzień w dzień - dzielnie biegałam na boisko i ćwiczyłam to nieszczęsne rzucanie. Poznałam przez to wszystkich "smakoszy" win i piw z okolicy - 2 z nich poprosiło nawet czy nie mogli by spróbować chwile porzucać...  i tak  rzucali sobie do siebie, potem dysk grzecznie oddali i stwierdzili, że jednak wolą tylko patrzeć. :)
Jak widać po moim 3,5pkt wyniku w tossie, trenowałam z marnym skutkiem.  Mam do siebie przeogromny żal, bo choć technikę mam żadną - to na treningach bez większego problemu, regularnie dorzucałam na 2-g strefę, często na trzecią. Tymczasem na zawodach stało się ze mną coś, co śniło mi się po nocach jako największy koszmar. Kompletny paraliż.
Poznań stoi pod wielkim znakiem zapytania.
.
.
.
PS Dziękuję moim profeszynal fotografi (również tym których nie ma na poniższych fotkach, a są autorami 2 z nich ;) ) za te piękne pamiątki które mogłam wrzucić na bloga. :)